iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Nacinanie krocza


Nacinanie krocza jest najbardziej popularnym zabiegiem chirurgicznym przeprowadzanym w czasie porodu. Od lat na łamach prasy specjalistycznej dyskutowana jest zasadność wykonywania tej procedury. Podobnie, jak w przypadku większości interwencji podejmowanych w trakcie porodu, nacięcie krocza miało być stosowane w ściśle określonych przypadkach, a niestety stało się zabiegiem rutynowym.

Odsetek nacięć krocza różni się w poszczególnych krajach.
Np. w Holandii wynosi on ok. 10%, w Wielkiej Brytanii - 27%, w Grecji - 90%.

Oto najczęściej cytowane powody, dla których stosuje się tę procedurę: -zapobieganie rozległym, samoistnym pęknięciom (III lub IV stopnia), -zapobieganie długotrwałym urazom krocza,
-zapobieganie obniżaniu się narządów rodnych,
-łatwiejsze gojenie się rany.

Jednak analiza 350 doniesień i prac naukowych prowadzonych w latach 1960 - 1983 na temat epizjotomii nie przyniosła żadnego przekonującego dowodu świadczącego o tym, że nacięcie krocza chroni przed wymienionymi powyżej powikłaniami. (Thacker, Banta 1983). Inni badacze dodatkowo zwracają uwagę na niekorzystne następstwa nacięcia krocza: większy ból po porodzie oraz wzrost prawdopodobieństwa krwotoku. Nacięciu krocza poddanych jest blisko 80 procent  rodzących, co wskazuje jak ogromna jest siła tego "nieuzasadnionego stereotypu" w Polsce.

Ponieważ nacinanie krocza stało się rutyną, położne przestały korzystać ze swych umiejętności, nie starają się już ochraniać krocza przed pęknięciem. O tym, jak przygotować krocze do porodu, aby nie trzeba było wykonywać epizjotomii nie mówi się również w szkołach rodzenia. Przekonanie o nieuchronności nacinania i pozytywnych jego konsekwencjach przekazywane jest przyszłym rodzącym w gabinetach ginekologicznych, ale także na łamach prasy dla rodziców lub specjalistycznych stronach internetowych, gdzie o porodzie wypowiadają się lekarze. Nie sposób pominąć psychologiczne skutki nacinania krocza. Epizjotomia wiąże się z poważną ingerencją w intymną sferę kobiecego ciała. Powoduje zmniejszenie satysfakcji ze współżycia seksualnego, poczucie bycia okaleczoną.


KTG- czyli stały monitoring płodu

Elektroniczne monitorowanie zostało wprowadzone na szeroką skalę do praktyki klinicznej w latach 1970-1980. Tak jak i wiele innych procedur, monitorowanie było z początku przeznaczone tylko dla wyselekcjonowanych przypadków, jednak szybko stało się rutynowe. Ta technika diagnostyczna może być wskazana, gdy istnieje zagrożenie zdrowia dziecka i potrzebny jest stały nadzór. Nie ma jednak dowodów, by monitorowanie obniżało wskaźniki zachorowalności lub umieralności okołoporodowej czy też umieralności noworodków.

Powszechnie stosowane, ciągłe elektroniczne monitorowanie płodu i związany z tym przymus leżenia wpływa na przebieg porodu - uniemożliwia kobiecie rodzącej poruszanie się, ogranicza koncentrację na trudnych zadaniach, zmienia intensywność odczuwania bólu. Systematyczny przegląd klinicznych prac badawczych skłania do wniosku, że stałe, elektroniczne monitorowanie płodu zwiększa prawdopodobieństwo cesarskiego cięcia lub porodu zabiegowego i jest niekorzystne dla kobiety przechodzącej normalny, fizjologiczny poród. Nie daje też korzyści neonatologicznych.

Aparat KTG daje personelowi złudne poczucie kontroli nad kondycją matki i dziecka. Wyraźnie dystansuje też od rodzącej. Jakże często zdarza się, że po podłączeniu aparatu kobieta leży samotnie przez wiele godzin, gdyż położna uważa, że warto przyjść dopiero wtedy gdy "będzie się coś działo". Do śledzenia wskazań aparatu zamiast wspierania rodzącej zachęcani są przez personel również mężowie towarzyszący w porodzie.


Indukcja porodu

Indukcja porodu znana była położnym od wieków, ale na masową skalę zaczęto ją stosować od połowy ubiegłego wieku, kiedy udało się uzyskać syntetyczną oksytocynę. Początkowo jej stosowanie ograniczano do przypadków koniecznych, np. przedłużającej się ciąży (powyżej 42. tygodnia). Dość szybko jednak zaczęto stosować oksytocynę w innych sytuacjach, u coraz większej liczby kobiet, aż wreszcie stała się ona w wielu krajach rutynowo aplikowanym środkiem dla wywołania lub przyspieszenia porodu, co potwierdziły badania Światowej Organizacji Zdrowia. Przykładowo w Grecji stosuje się oksytocynę w 80% porodów, w Finlandii - w 41%, w Australii - w 37%, w Wielkiej Brytanii - w 20%.

Rutynowe wywoływanie porodu przynosi, zdaniem badaczy, więcej zagrożeń niż korzyści. Inni naukowcy zwracają uwagę na fakt, że "wskazaniem" do użycia oksytocyny może być również wygoda lekarza lub kobiety - stwierdzono istotną statystycznie różnicę pomiędzy liczbą porodów w ciągu dni roboczych a porodami odbytymi nocą lub podczas weekendów. Podkreśla się też nadużywanie tego środka bez medycznego uzasadnieni. Tymczasem swobodne poruszanie się rodzącej, możliwość jedzenia i picia są równie efektywne jak użycie oksytocyny."


Poczucie podmiotowości rodzących

Bez  wątpienia poród zmedykalizowany odbiera kobietom podmiotowość, możliwości podejmowania świadomych i odpowiedzialnych decyzji co do przebiegu własnego porodu. Z jednej strony kobiety w Polsce mają bardzo małą wiedzę na temat możliwych konsekwencji zewnętrznych ingerencji w przebieg porodu. Z drugiej, nowoczesna aparatura, środki farmakologiczne kojarzą się z "postępem cywilizacyjnym" i lepszą opieką.

W dniach 5-6 października 2012r. dr Preeti Agrawal zaprasza do Wrocławia
na V Międzynarodowe Sympozjum pt. „Nowoczesne  praktyki w położnictwie i neonatologii”. Więcej informacji i zapisy na www.kobietainatura.pl


 


Masz pytanie? Wyślij je do nas - eksperci@iwoman.pl . Najpopularniejsze tematy przekażemy naszym ekspertom.
2012-08-13 14:10
Ogólne Komentarze (0)

Komentarze